Blog Kacpra Strykowskiego. O emocjach piłkarskich...







Odwiedzin na blogu:

web stats stat24
Blog > Komentarze do wpisu
Ułamek sekundy - to koniec?
Kiedy mając sześć lat zaczynasz działać w danej dziedzinie mając co ranek perspektywę dorosłej, dumnej i bohaterskiej przyszłości, cokolwiek wykonujesz, robisz to z maksymalnym poświęceniem, chęcią dopięcia swego i osiągnięcia końcowego sukcesu. Masz sześć lat.

Ktoś kto zawsze był przy tobie, korygował twoje zapędy, mówił i pomagał w ćwiczeniach, pilnował przy tym wszystkim, by codzienna praca nigdy ci się nie znudziła, byś każdego dnia rozpoczynał na nowo przygodę dla siebie bezcenną.

I udało mu się. Po wielu już latach codziennych treningów, ćwiczeń, które były dla ciebie poświęceniem nie tylko wieczorów z kumplami przy piwku, ale całej, szeroko rozumianej prywatności, w końcu stajesz się osobą, która może o sobie powiedzieć: „Tak, odniosłem sukces”.

Wielu cię wyróżniło, wielu dostrzegło. Piąłeś się go góry w zawodowej hierarchii. Byłeś spełniony, a jednocześnie ciągle pragnąłeś więcej. I lata ciężkiej, konsekwentnej pracy doprowadziły do tego, że udało ci się – jesteś na szczycie.

I nadchodzi bez zapowiedzi chwila, ułamek sekundy. Wszystko zapada się bezpowrotnie. Od szóstego roku życia pracujesz nad tym samym – by być ciągle lepszym. Ten moment sprawia, że wszystko idzie na marne. Dla ciebie to koniec.

30. sierpnia w meczu Belgijskiej Jupiler League pomiędzy Anderlechtem Bruksela a Standard Liege w 25. minucie doszło do starcia dwudziestoletniego Axela Witsela z reprezentantem Polski Marcinem Wasilewskim. Obrońca doznał otwartego złamania kości piszczelowej i strzałkowej.  Najbliższy rok spędzi na zabiegach rehabilitacyjnych. Pytanie, czy do zawodowego futbolu powróci, a jeśli tak, to w jakim stopniu uda mu się odbudować swój dotychczasowy poziom?

Podobny dramat przechodzili wielcy piłkarze tacy jak Henrik Larsson, Dijbril Cisse, Wilfred Bouma czy ten ostatni - Eduardo da Silva. Jego kontuzja była łudząco podobna do tej polskiego obrońcy. Chorwat musiał czekać na powrót do futbolu okrągły rok. Udało mu się, choć formy sprzed wypadku nie odzyskał. To już nie ten sam piłkarz. Problem tkwi bowiem w jego psychice. Eduardo dzisiaj boi się ostrych, zdecydowanych wejść, zarówno swoich, jak i przeciwnika. Wie bowiem doskonale jak może się to skończyć. Ponownie.

Wszyscy oczywiście trzymamy gorąco kciuki za Marcina Wasilewskiego. Był on zbyt ważną postacią w reprezentacyjnej kadrze, by można było o nim tak po prostu zapomnieć. Dzisiaj jednak należy oddać mu, co jego, oddać mu czas. Wierząc tylko i aż w człowieka, miejmy nadzieję, że Wasilewski godnie jeszcze zaprezentuje polską kadrę piłki nożnej. Teraz ponownie wszystko będzie w jego rękach.
wtorek, 01 września 2009, caspper
Komentarze
2010/05/16 15:17:34
Blog zaniedbany? szkoda :(