Blog Kacpra Strykowskiego. O emocjach piłkarskich...







Odwiedzin na blogu:

web stats stat24
Blog > Komentarze do wpisu
Transferowy nie-hit
Chociaż mocno sceptyczny, to jednak z lekkim zapałem chciałem pisać o być może jednym z największych transferowych hitów z udziałem Polaka. Już sam wstęp brzmi nieprawdopodobnie, a jeśli nawet byłoby to prawdą, to pewnie chodzi o Boruca.

A jednak nie. Sprawa nie dotyczy również żadnego polskiego bramkarza, co sprawia, że marzenie o wielkim transferze staje się wyjątkowo naiwne. Polski zawodnik z pola w klubowej potędze? Tak i nie jednocześnie. Pisać rzeczywiście chciałem o zapowiadanym transferze, ale zanim wziąłem się do pracy okazało się oczywiście, że to zwykła, tania plotka. Plotka o tyle dziwna, że wzbudzająca emocje tylko w Polsce, podczas gdy wybuchła we Włoszech. A szkoda wielka, że okazała się tabloidowym zmyślunkiem, bo głodny kibic chciałby zobaczyć Jakuba Wawrzyniaka grającego w czarno białej koszulce Juventusu Turyn.

Lewy obrońca Legii Warszawa, wychowanek Świcia Nowy Dwór Mazowiecki miałby przejść do trzeciej drużyny Serie A za bagatela 8 mln euro. W całej historii jest nuta prawdy: Juve rzeczywiście poszukuje kogoś na lewą obronę. Wszystko co przeczytamy dalej we włoskim „Leggo” jest już niestety informacją wyssaną z palca. Ale od początku.

Dzisiejsze wydanie gazety „Leggo” donosi, jakoby sztabowcy „Starej damy” uważnie obserwowali Jakuba Wawrzyniaka, obrońcę Legii Warszawa, który przygotowaniami do Euro 2008 zapracował sobie na praktycznie pewne miejsce w polskiej reprezentacji Beenhakkera. Zawodnik w istocie wyróżniał się w tamtych przygotowaniach, stosunkowo równą formą w późniejszych sprawdzianach udowadniał również, że stawiać na niego warto. W ostatnim meczu reprezentacji miał jednak spore problemy z upilnowaniem prawego, irlandzkiego skrzydła Damiena Duffa. Były gracz Chelsea jest piekielnie szybki, więc Wawrzyniak co rusz to zostawał w tyle. Niemniej po zakończeniu, bądź też uśpieniu wspaniałej historii pt. „Grzegorz Bronowicki”, Wawrzyniak status u selekcjonera na lewej obronie ma dodatni i wygląda na to, że jest on niejako przyszłością reprezentacji. Z tym, że polska reprezentacja niekoniecznie musi być odzwierciedleniem faktycznie światowego poziomu, a o czym przekonywaliśmy się niejednokrotnie – istotnie takim obrazem nie jest. Powstaje więc pytanie, czy nawet gdyby Wawrzyniak w reprezentacji brylował jak nie-Polak, byłby materiałem kuszącym dla speców z Stadio Delle Alpi. Bo gdyby brylował zarówno w reprezentacji jak i lidze, dodatkowo brylował na skale oszałamiającą (patrz Dani Alves – podobna pozycja), to kandydatem do założenia koszulki „Starej damy” i nie tylko, byłby bez wątpienia. Tylko że realia są nieco inne niż byśmy sobie tego życzyli my, a i z pewnością sam zainteresowany. Wawrzyniak nie jest póki co zawodnikiem realizującym dzisiejsze chciało by się napisać fundamentalne standardy bocznego obrońcy. Wawrzyniak nie jest królem całej lewej linii, Wawrzyniak nie sprintuje od jednego do drugiego końca boiska, Wawrzyniak nie broni i zaraz potem strzela, Wawrzyniak nie...

Ale Legii wystarcza, zdecydowanie. Chociaż, być może powinien podzielić losy milionów i wyjechać za chlebem (i tu dodatkowo sławą) za granicę, by w nieco bardziej niż „Stołeczni” klubie rozwijać się, rozwijać, rozwijać... a wtedy to kto wie jaki Juventus go zechce.

Zabawny pokazał się kontrast we włoskich mediach w przeciągu jednego dnia, właściwie kilku godzin. Rozpoczęło się oczywiście od tabloidowej sensacji, której bohaterem okazał się (dla Włochów) Pan Nikt, a skończyło na szczerym wywiadzie z Massimo Franchim z "Tuttosport", która to gazeta jest już znacznie bardziej merytorycznym i wiarygodnym wydaniem sportowych publikacji. Franchi w kraju znad półwyspu Apenińskiego uważany jest za prawdziwego eksperta, bądź jak kto woli – gościa, który w swojej dziedzinie wie wszystko. Kiedy skontaktowali się z nim polscy dziennikarze chcąc zweryfikować informacje dotyczącą reprezentanta Polski okazało się, że „Wawrzyniak” to słowo, to nazwisko, które turyński ekspert słyszy po raz pierwszy w życiu. A nie oszukujmy się, że Juventus prowadziłby tak utajnione rozmowy z Legią, jak gdyby piłkarz był gwiazdą formatu brazylijskich magów. Massimo Franchiego zresztą nieźle rozbawiła cała historia. Kilkakrotnie prosił o powtórzenie nazwiska, by mieć pewność o kogo chodzi. A że chodziło o „Nikogo”, bawił się świetnie podsumowując, że to niezrozumiała dla niego bajka. Tabloid „Leggo” słynie zaś z tego typu nowinek z tym że, dotychczas były to „sensacje” dotyczące wielkich gwiazd, nie anonimowego obrońcy Warszawy.

A ja naprawdę chciałem pisać o historycznym przełomie, o transferze, który miałby spore szanse napompować polską, piłkarską dumę, której dzisiaj u nas nie zna chyba nikt. By do grona bramkarskich specjalistów i wyjątku w postaci Kuby Błaszczykowskiego dołączył Wawrzyniak nie strzelający bramki, ale żmudnie rozbijający ataki interowskich, romowskich i milanowskich półbogów. Przynajmniej presja mniejsza – wystarczy niczego nie spieprzyć, a już cie pochwalą.
wtorek, 25 listopada 2008, caspper