|
Odwiedzin na blogu: |
Blog > Komentarze do wpisu
Przychodzi Lato... a tu jesień
![]() Wielki zjazd, walne zgromadzenie: szlachta przybyła by debatować nad przyszłością polskiego sportu piłki kopanej, by namaścić nowego króla, władcę, który wiernie służył będzie przez lat następnych... dekadę. O tym zjeździe mówiło się już od dawna. Temat konferencji wyjaśniającej wszystkie patologiczne zaszłości w PZPN, żywy jest od lat, jednak przez te wszystkie lata opinia publiczna mamiona była raczej kolejnymi obietnicami dotychczasowego prezesa Michała Listkiewicza. A mówił, obiecywał on wiele. Zastanawiałem się, jakie wypowiedzi tu przytoczyć, jakie opinie i wymówki wraz z datami. Istotnie można by stworzyć tomik subiektywnych prawd p.Listkiewicza, kontrując je zaraz datowaniem i wyjawianiem następujących po sobie faktów. Bo rzeczywistość prezesa była i jest rzeczywistością kompletnie odmienną od ogólnej – dziennikarskiej, publicznej, społecznej, czy nawet rządowej. Faktycznie, większość nie zawsze musi mieć rację, ale czy w winy działaczy, struktur budowanych na zasadzie kolesiostwa od podszewki, ktoś dzisiaj jeszcze nie wierzy? Czy jest osoba, która znając dzisiejsze fakty chociażby z samego korupcyjnego światka piłkarskiego, powiedziałaby to, co mówił jeszcze nie tak dawno sam prezes, że pojedyncze przypadki korupcji to czarne owce, to wyjątki i pojedyncze persony, co do których „miano wątpliwości od dawna”. Nie znajdziemy nikogo, bo już sam rzecznik prasowy (już były) Zdzisław Koźmiński, przyznał niedawno publicznie, że jeśli PZPN powinien za coś przeprosić, to za fakt, iż nie zdawał sobie sprawy ze skali tego procederu. Ładnie prawda? I zależy od interpretacji tych słów, jak bardzo wprowadzają one w szał emocji negatywnych. Kogoś oburzy to, że nikt nie śmie wziąć na barki odpowiedzialności, że osoba, która prowadziła ten wózek przez dziewięć lat nie ma odwagi powiedzieć: dużo było złego, wiem. Że rzecznik odpowiadając na medialne ataki przeciwników chwyta się brzytwy, a uciekając do osobistych wycieczek pleno titulo rozmówców traci klasę nie tyle swoją, co całej instytucji którą reprezentuje. Można się burzyć wielce i znów zakrzyczeć: dość! Myślę, że w imieniu całkiem sporej części społeczeństwa wypowiedział się niedawno w telewizyjnej debacie poseł Janusz Palikot, który choć uważany za kontrowersyjnego, czasem śmiesznego posła, który lubi przesadzać, tym razem pokazał swą ludzką twarz. Pokazał się od strony przeciętnego obywatela, kibica, który chciałby patrzeć na normalny związek, który walczy o dobro polskiej piłki, a nie gotów jest ojczyźniane boiska sprzedać, byle w międzynarodówce złapać posadę. - „Najbardziej wkurzyło mnie, że Listkiewicz, Polak, załatwia ze swoimi kolegami z FIFA i UEFA szantażowanie Polski jeśli naruszy się tylko jego status quo. To rodzaj zdrady narodowej, szlag mnie trafił” – Ten sam szlag trafia dzisiaj myślę każdego, komu zależy choć trochę na budowie zdrowego sportu i zdrowych struktur, a który widzi jak łatwo i bezpardonowo można opinii publicznej grać na nosie. Do wyścigu o fotel prezesa przystąpiło czterech kandydatów. Wszyscy chcieli kreować od pierwszego dnia swej prezesury wizerunek nowego związku, świeżości, która wprowadzi ład, skład i porządek. Zniknąć miała oczywiście korupcja, wszelkie zresztą przejawy nielegalnej działalności. Nowy prezes – niezależnie od nazwiska – chciał rozpocząć pisanie na nowej stronie, chciał grubą kreską oddzielić „wczoraj”, od „dzisiaj”. Problem w tym, że o tej samej grubej kresce mówi co rusz Zdzisław Koźmiński, czyli typowy reprezentant dotychczasowych układów. W jego pierwszorzędnym interesie leży przecież wypchanie niewygodnych faktów na margines publicznej debaty. Gdy ktoś wraca do tematu korupcji, plagi jaka miała (ma?) miejsce w polskiej piłce, ten burzy się niepojęcie mówiąc: to już było, trzeba zapomnieć, trzeba budować od nowa i kreską odgrodzić. Tymczasem by wyzbyć się czegoś zupełnie, trzeba to najpierw poznać i nazwać, a ludzie tworzący patologiczną rzeczywistość powinni za to odpowiedzieć. Inaczej wyobraża to sobie stara ekipa, która wolałaby puścić w niepamięć, a zbrodnie najlepiej oskarżyć, że poczyniły się same. Gdy o kresce i nowości mówi zarówno reprezentant sprawujących władze jak i potencjalnych kandydatów do jej późniejszego sprawowania – to daje do myślenia. Nie wiem jak Państwu, ale mi pierwsze nasuwające się w tej sytuacji pytanie brzmi: czym różnią się kandydaci pomiędzy sobą, a i co ich dzieli z dotychczasowymi działaczami. Problem, który spokojnie moglibyśmy odnieść do centralnej polityki państwowej, odnosi się również do samego związku. Bo Grzegorz Lato, Zdzisław Kręcina czy Tomasz Jagodziński różnią się od siebie... wcale. Choć ten ostatni pezetpeenowskie wpływy miał akurat najmniejsze. Można więc rozstrzygać kto pośród dwóch miał bardziej wpływowy status pośród wszechobecnego układu, mianowicie: kto miał większy wpływ na prezesa Listkiewicza? Na to pytanie odpowiedź znaleźć nietrudno. Proszę mi tylko podać pierwsze po Listkiewiczu nazwisko, kojarzące się z „układem” w PZPN? Lato, Lato Grzegorz – zwyciężył Nie wiem w jakim stopniu na poważnie czytają Państwo teorie spiskowe, które są takim motorem napędowym do kreowania układów, ja również nie jestem jakimś fanatycznym ich zwolennikiem, jednak dyskutując z wieloma osobami, czytając o piłkarskiej rzeczywistości od kilku już lat, jest to w moim odczuciu najbardziej odpowiednie określenie. Określenie dodajmy tak szczelnie zamykające drzwi do jakiejkolwiek naprawy, że gdy nie jesteś prominentem sportu czy polityki, nie możesz zrobić nic. Bo ile przypadków zna historia, kiedy wielki układ udało się rozbić? To były krwawe rewolucje, której nie chcielibyśmy przecież doświadczyć biorąc pod uwagę, że krwawa oznacza dla nas wykluczającą ze struktur europejskich federacji piłkarskich. A cena oddania wszystkich eliminacji, udziału w wielkich imprezach, a przede wszystkich organizacji Euro12 jest chyba zbyt wysoka, nawet gdy idzie o oczyszczenie polskich, patologicznych realiów. Ostateczny triumf w wyścigu odniósł mielczanin Grzegorz Lato 57-ma głosami. Wiadomość ta – podejrzewam – nie zostanie przez media przyjęta optymistycznie. Najbardziej jest on bowiem znany jako Król strzelców z '74 roku, jako wybitny piłkarz, reprezentant polskiej reprezentacji i żywa legenda mieleckiej Stali. Zaraz po tym kojarzony jako najlepszy przyjaciel... Michała Listkiewicza. Właśnie dlatego opinia publiczna już jutro ogłosi, że w PZPN nie zmieni się nic, że te wybory wcale nie okazały się przełomem, nową jakością na jaką liczono, a jedynie kontynuacją właśnie układu. Sam Lato ogłasza coś zupełnie innego: budowa nowej siedziby PZPN, zmiana zasad zarządzania związkiem na bardziej przejrzyste, związek bardziej przyjazny dla działaczy (?), zmiany w prawach związkowych, zmiana wizerunku środowiska sędziowskiego itd. Wiele tu zmian, czy może tylko pustych, peerowskich sloganów? Okaże się nie wcześniej, niż za rok. Właśnie po roku swej prezesury obiecał prezes Lato trzeźwym okiem przyjrzeć się realiom i stwierdzić: ile można tu zrobić? Jeśli niewiele – rozpisze wybory, samemu spisując się na kolejną zawodową porażko-katastrofę. czwartek, 30 października 2008, caspper
|
zapraszam